Inwestuj w dobrej jakości rzeczy. To inwestycja na lata.

Wszystkim nam trochę zaczyna się przejadać błędne koło konsumpcjonizmu. Nie tylko osoby zajmujące się ekologią zwracają uwagę na mało etyczny proces kupowania przedmiotów. Kupujemy coś, bo kupują to inni; cieszymy się tym przez chwilę (do momentu, aż pojawi się nowy „hit”), wyrzucamy to lub pozbywamy się tego. I tak w kółko. Nawet jeszcze nie zdążymy się nacieszyć nowym przedmiotem; już pojawia się coś innego.

Lepszego, fajniejszego, sprawniejszego technologicznie, bardziej estetycznego. Więcej, szybciej i jeszcze raz szybciej. Kupujemy za dużo i cierpi też na tym nasz budżet. Rzeczy, które kupujemy „bo są modne, nowe, trendy i cool”, wcale nie przynoszą nam radości. Bardziej opierają się na strachu przed wykluczeniem i odrzuceniem. Bo „on, ona i on” to ma, to ja też to muszę mieć. Bo wyjdę na gorszego, biedniejszego, mniej atrakcyjnego, mniej błyskotliwego. To trochę tak jakby naszą wartość określał model telefonu czy model torebki. To trochę tak jakbyśmy byli wystawiani na sprzedaż. Przestajemy być autentyczni. Zaczynamy przypominać klony. Coraz mniej jest różnorodności i swojego stylu.

Wszystko staje się do siebie podobne. Kupujemy bez namysłu. Żeby kupić. Wolimy szybko poprawić sobie humor zakupem plecaka z eko-skóry, który wcale nas nie cieszy (ale aktualnie tylko na takiego nas stać), niż uzbierać sobie przez rok na skórzany plecak, o którym marzyliśmy. Głód różnych emocji tłumimy zakupami. To podobnie jak ze słodyczami. Sięgamy po nie najczęściej, gdy jest nam źle lub czujemy silny spadek energii. Przed dokonaniem zakupów planujmy i zastanówmy się trzydzieści razy, czy jest nam coś potrzebne. Prześpijmy się z decyzją zakupu. Dobrze wymierzmy przyszły mebel, sprawdźmy dokładnie funkcję sprzętu elektronicznego; rozważmy czy akryl będzie dobrym surowcem, gdy chcemy kupić sweterek. Zakupy w rytmie slow, to spowolnienie zaklętego kręgu konsumpcji, więcej pieniędzy w kieszeni i bardziej czyste środowisko. Same plusy, dlaczego więc nie spróbować?